Jak naprawdę wygląda służba zdrowia?

Jak naprawdę wygląda służba zdrowia?

Jak naprawdę wygląda służba zdrowia w Polsce? W czasie strajków lekarzy, czuje potrzebę pokazania,  drugiego dna naszej służby ” zdrowia”. Nie rozumiem, co strajki lekarzy rezydentów, młodych ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją drogę zawodową i jeszcze nie zhańbili  się pracą, ( a już wyciągają ręce po więcej), mają zmienic dla nas zgnębionych i schorowanych pacjentów. Podwyżka, tak wysoka dla młodego człowieka wchodzącego  na rynek pracy, nie nauczy go  pokory.

Pokaże tylko, że może żądać a dostanie, natomiast dobro pacjenta będzie tylko zbytecznym luksusem, którym nie będzie musiał się przejmować. W jaki sposób wysoka podwyżka, dla młodego lekarza ułatwi  leczenie  chorym?  Czy zmniejszy kolejki? O co chodzi w postulatach? Co znaczą nakłady na  służbę zdrowia?

Mają to być tylko podwyżki dla lekarzy, czy może realny dostęp do lekarza? Co się kryje za tym magicznym zwrotem? Nie wiem czy wiecie, że ten strajk jest zjawiskiem politycznym przygotowywanym od dwóch lat. Kiedy ja zaczynałam swoja pierwszą pracę , cieszyłam się niezmiernie z tego co dostałam. Miałam w sobie na tyle pokory, aby wpierw coś z siebie dać, a dopiero potem żądać.

Żądający rezydent przypomina  księdza chodzącego z tacą. Jedno jest pewne, lekarze dziś nie leczą, a na dowód tego opiszę tylko jeden  dzień, mojego  kontaktu ze “służbą chorób”. Takich niewiarygodnych sytuacji miałam bardzo wiele. Z wielką ochotą poprę strajk mający na celu połączenie medycyny komplementarnej z alternatywną, w celu skutecznego i uczciwego leczenia. Ale człowieka, który przepracował 10 dni i już strajkuje i do tego  żąda podwyżki 1200 zł,  nie koniecznie. Poprę każdego lekarza, który sprzeciwi się systemowi zniewalania, zarówno samych lekarzy jak i  pacjentów.

Z życia wzięte

Opiszę takie najnowsze zdarzenie, które mną wstrząsnęło. Pomimo moich  upomnień zgłaszanych w placówce w stosunku do konkretnego pracownika, on nie zmienia swojego zachowania i wciąż popełnia niewybaczalne błędy,  wprowadzając niepotrzebny stres.

Udałam się do placówki, w celu wykonania badań laboratoryjnych zleconych przez lekarza endokrynologa. Ponownie  rejestrował mnie człowiek, który nie spełnia norm współżycia społecznego. Oddałam mu skierowanie i on bez słowa zarejestrował moje badania. Po czym udałam się do laboratorium w celu pobrania krwi i wykonania min. krzywej cukrowej i insulinowej.W laboratorium podałam skierowanie, pielęgniarka popatrzyła na nie, przeczytała i wprowadziła coś do komputera.

Nie do wiary

Ja usiadłam na fotelu w celu pobrania krwi, mówiąc na głos te słowa „ dziś pobieramy cukier i insulinę.” Pobrano mi krew, wypiłam dawkę glukozy i zgodnie z procedurą czekałam na kolejne pobranie i po dwu godzinach kolejne. Poszłam do domu niczego nie świadoma, do czasu wizyty u lekarza za 3 dni, kiedy to okazało się, że nie zrobiono mi krzywej insulinowej.!!!tylko cukrową!!!

Wspomnę tylko, iż obciążenie glukozą nie jest  obojętne dla zdrowia i nie można go powtarzać częściej niż raz na pół roku, a w mojej sytuacji zdrowotnej, czyli wieńcówki Printzmetala, gdzie wysoka insulina ma wpływ na występujące bóle dławicowe, zwiększając ich częstotliwość i zasięg. Nie muszę daleko szukać, w  ten poniedziałek wystąpił u mnie  incydent dusznicy bolesnej, intensywniejszy niż  ostaniami czasy, co zmusiło mnie do wizyty u lekarza.

Doktor potwierdził, że ten rodzaj wieńcówki jest bardziej niebezpieczny, od wieńcówki na tle miażdżycowym, gdyż, kiedy nastąpi nagły, silny rozległy skurcz naczyń, można nie zdążyć z pomocą. Potwierdza te słowa, moje samopoczucie, w trakcie ataku i po nim. Znoszę to okropnie, pojawia się jednocześnie ból dławicowy i arytmia i potrzebuje potem dwu tygodni, aby dojść do siebie.

Niezwykłe kompetencje

Kiedy odkryłam brak badania, udałam się po wyjaśnienie do pielęgniarki, która odpaliła komputer i nic nie mówiąc szukała mojego wyniku, stałam tak dłuższy czas, bez słowa z jej strony. Po czym spytałam czy jest ten wynik? W odpowiedzi usłyszałam, ze nie ma takiego badania jak insulina. Więc czego szukała w komputerze?? Na co ja stwierdziłam, że robiłam krzywe rok temu.

Ona na to, że to wina pracownika rejestracji. Ja na to, że przecież dałam jej do ręki skierowanie i ona je też widziała, więc powinna widzieć popełniony błąd. Nie ukrywam, ze troszkę się zdenerwowałam, bo jak to możliwe, aby dwie osoby nie widziały tego, co jest na skierowaniu napisane, słowo pod słowem.!!!!! Ponadto zgłosiłam to badanie słownie, przed pobraniem krwi. Tak wyglądało zlecenie badania na skierowaniu:

  • Glukoza
  • Insulina
  • 0, 60, 120

Nie ma fizycznej możliwości, aby nie odczytać, czy nie zobaczyć takiego zalecenia!To jest nie możliwe. Ponadto, jeśli nie widziały, to powinny usłyszeć, bo w gabinecie na ten monet był spokój. Dalsze tłumaczenie pielęgniarki było takie, że wszystkie patrzyły i nie widziały! To niezły kabaret a takie tłumaczenie uwłacza mojej inteligencji i obraża godność osobistą.

Kiedy Pani doktor zaproponowała pielęgniarce, aby zadzwoniła do laboratorium i poprosiła o dorobienie tego badania z surowicy, to nie przyznała się, że źle pobrały materiał tzn, nie na surowicy, tylko na chlorkach, jak do badania cukru.I gdyby laboratorium chciało, to nie miało  z czego dorobić krzywej insulinowej. Dowiedziałam się tego, kiedy sama zadzwoniłam do laboratorium. Nie wiem czy to tylko kompletna niekompetencja, czy to już szczyt głupoty i braku odpowiedzialności.

Lekkomyślność i brak odpowiedzialności

Nie było w laboratorium kolejki ludzi i nie były przeciążone pracą na tyle, aby nie móc odczytać tego, co jest na skierowaniu, ale miały czas na zbiorowe pogaduszki. Spędziłam dwie godziny w laboratorium i nawet przez chwilkę nie przyszło im do głowy, aby sprawdzić skierowanie, tym bardziej, ze zaznaczyłam ustnie, że robimy oba badania. Jeśli nie słyszą i nie widzą, to czas iść na emeryturę, a nie krzywdzić ludzi. Ale pogaduszki z koleżankami to był dla nich priorytet, bo od tego się nie odrywały.

Jeśli ktoś twierdzi, ze służba zdrowia, ma za dużo pracy, to jest to  wierutne kłamstwo. Udałam się wiec do Pani doktor na wizytę, bez pełnych wyników. Czyli po roku leczenia w ciąż nie wiem, czy bardzo wysoka insulina opadła i czy leczenie jest prawidłowe. Z samopoczucia mogę wywnioskować, że insulina nie opada, szczególnie po poniedziałkowym ataku serca.

Dokonałyśmy pewnych ustaleń co do leczenia a najbardziej rozbroiło mnie to, że moje typowe objawy przy wysokiej insulinie, czyli: senność po posiłkach i w ciągu dnia, osłabienie, niemoc, brak koncentracji, pogorszenie pamięci, spadki cukru, to nie objawy cukrzycy, tylko ja jestem wrażliwa, a Metforminę Pani doktor przepisuje mi  na odchudzanie!!!

Nie z powodu cukrzycy, nie na uwrażliwienie komórek na insulinę, tylko na odchudzanie.!!! Lek, który powoduje u mnie zwiększenie niewydolności nerek.  Wstyd mi jest za to, co wygaduje  lekarz specjalista endokrynolog – dr nauk medycznych. Insulina jest hormonem, czyli specjalizacją Pani doktor. Jak  endokrynolog może nie znać roli insuliny w organizmie i jej wpływu na naczynia krwionośne? Wstyd.

Skierowanie na obie krzywe zostały wypisane na moją prośbę oczywiście, gdyż większość lekarzy, do których chodzę, nie widzi potrzeby diagnostyki, mimo zgłaszania wielu dolegliwości.

Błędy w dokumentacji medycznej

Oczywiście mam jeszcze inne uwagi do pacy Pani doktor  min: brak w karcie zdrowia podstawowych informacji, tj.

  • Brak adnotacji poprzednich wyników krzywej cukrowej i insulinowej
  • Brak monitorowania leczenia
  • Brak wpisania do historii choroby rozpoznania cukrzycy i jej dziesiętnego numeru
  • Brak opisu poprzedniego USG, w którym była zmiana podlegająca kontroli ( dziś nic o tej zmianie nie  pamiętała )
  • Brak informacji o lekach, jakie przyjmuje i jakich dawkach
  • Brak rzetelnego udzielania informacji o chorobie, sposobach leczenia i ew. skutkach ubocznych
  • Brak informacji o chorobach współistniejących

Ponadto, chce zwrócić uwagę na innych pracowników rejestracji, które celowo i złośliwie wprowadzają w błąd podczas rejestracji na wizyty, co może potwierdzić  osoba postronna. Twierdzą, że  wybrana przez mnie godzina i wszystkie wokół  są zajęte, podczas gdy  tak nie jest.

Podsumowanie

Podsumowując, stres, jaki mi zafundowano w piątek w placówce, obojętność i lekkomyślność pracowników, wywołał u mnie  nasilenie arytmii. Nie dość, że nie doszłam do siebie po poniedziałkowym ataku dusznicy bolesnej, przez weekend nie opuszczała mnie arytmia serca. Leżałam plackiem z ciągłym nierównym biciem serca, skokami pulsu i silnym osłabieniem. Tak wygląda na co dzień kontakt ze ” służbą chorób” a  to zaledwie jedna wizyta w placówce medycznej. Nie sposób opisać wszystkich moich przygód z medykami.

Musiałbym wydać książkę. Nie wiem co powoduje, że lekarz medycyny traktuje pacjenta jak półgłówka, któremu można wcisnąć przysłowiowy kit. Chociażby, że cukrzyca to nie cukrzyca, że wszystkie leki są bezpieczne i nie należy przejmować się ulotkami, tylko słuchać lekarza. Że kręgosłup dzieli się na trzy części i jak choruje jeden, to drugi na pewno nie. Że diagnostyka tarczycy opiera się na samym TSH, ( a to jest hormon przysadki), że aktywny jest hormon FT4, a nie FT3.

Że do diagnostyki cukrzycy ( krzywe )używa się krwi  z palca  a nie żyły. Że insulinooporność to wynik otyłości a nie odwrotnie, że otłuszczenie wątroby to z obżarstwa, a nie pierwszy objaw insulinooporności. Że wieńcówka Prinzmetala to nie choroba, i należy ja leczyć u psychiatry.

Że rozszerzone źrenice, po naszpikowaniu pacjenta silnymi psychotropami, to objaw ćpania. Że zażywanie hormonów nie ma wpływu na serce. Kiedy prosiłam o receptę na wit D3 w kroplach, dostałam odmowę i zaproponowano mi  inny preparat o takiej samej zawartości wit D, ale za cenę 25 zł zamiast za 7 zł  w kroplach. Kiedy zapytałam lekarza o naturalny zamiennik leku, usłyszałam, ja nie jestem zielarzem, proszę iść do zielarza, itp.itd

Masz ochotę podzielić się swoimi przygodami ze “służbą chorób” ? Napisz w komentarzu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *