Kiedy zrozumiałam, że suplementacja jest niezbędna?

Kiedy zrozumiałam, że suplementacja jest niezbędna?

Ociągałam się z napisaniem tego postu, ale myślę, że już czas podzielić się z wami moimi małymi sukcesami zdrowotnymi.  Z mojego punktu widzenia małymi, bo to zaledwie mała część moich problemów. Zanim przejdę do sukcesów, chcę naświetlić zarys  historii  mojej walki  o uzdrowienie jelit, na przestrzeni 24 lat.

Pierwsza wykonana kolonoskopia wykazała polipy i zespół jelita drażliwego. Polipy usunięto w trakcie zabiegu. Zastosowano typowe leczenie w przypadku tej dolegliwości.  Po tylu latach nie pamiętam dokładnie leków, jakie zażywałam. Jednak na przestrzeni 10 lat bywało rożnie, raz lepiej raz gorzej, dolegliwości bólowe pojawiały się z uśmierzały.

Wtedy nie miałam na tyle świadomości,  aby obserwować swoje ciało, wiec nie mogłam stwierdzić, dlaczego tak się dzieje, a lekarz prowadzący, też nie potrafił tego wyjaśnić. W międzyczasie były skuteczne diety, 1000 kalorii dziennie , na zalecenie gastrologa. Po zaprzestaniu diety waga wracała z nadwyżką. Po 8 latach leczenia znów zaostrzyły się dolegliwości ze strony jelit, tym razem bóle były dużo silniejsze i utrudniały mi funkcjonowanie. Kolejne wizyty, mimo moich skarg na silne bóle, nie dawały rezultatów. W trakcie badania palpacyjnego krzyczałam z bólu, brzuch był bolesny, nabrzmiały. Mimo wizyt, co 4 tygodnie, raz na NFZ raz prywatnie, bo inaczej się nie dało, lekarz nie robi nic. Nie diagnozuje ponownie, ani nie zmienia sposobu leczenia. Twierdzi natomiast, że on tu nic nie widzi i nie wie, co mi jest. Z pewnością był wtedy wróżem, bo jak mógł widzieć, skoro nie zajrzał do środka jelit.

Twierdzenie, iż nie wie, co mi jest, nie przeszkadzało w braniu pieniędzy za prywatne wizyty. Nie wytrzymując z bólu umawiam się na wizytę do sławnego profesora w innym mieście, niestety prywatnie. Pan profesor nie przyjmuje na NFZ. Czekam na kolonoskopie cztery miesiące. Diagnoza – rzekomo błoniaste zapalenie jelit z średnio nasilonymi naciekami zapalnymi i mocno przekrwiona błona śluzowa jelit. Dodatkowo ogólnoustrojowa grzybica. 10 lat faszerowania się chemią, nie tylko na jelita, robi swoje.

Dostaję leki przeciwzapalne ( leczenie objawowe, jak każde inne) i przeciwgrzybiczne, ból ustępuję. Profesor był zdumiony dotychczasowym leczeniem. Dla niego było jasne, że to nie zaburzenia czynnościowe. W tym wypadku tytuł naukowy coś znaczył. Leczenie grzybicy środkami przeciwgrzybicznymi i citroseptem nie przynosi efektu. Profesor się poddaje, kieruje mnie do Pani prof. zajmującej się leczeniem grzybicy. Tam za pieniądze robię nowe badanie, które ponownie potwierdza grzybicę ogólnoustrojową. Pani profesor twierdzi, że tego się nie leczy, choć badanie chętnie wykonała. Być może przyczyną był fakt, że leczenie było już w ramach NFZ.

Od tej pory na własna rękę szukam naturalnych sposobów pozbycia się grzybicy, choć są to sposoby trudne do przebrnięcia. Nie potrafię po tylu latach przypomnieć sobie szczegółów. Na pewno korzystałam z porad portalu – Andrzeja Janusa – absolwenta WAM, portalu – Biosłone, a nawet zrobiłam badanie w Revitum i przeprowadziłam 3 miesięczne leczenie . Po  tych zabiegach czułam  poprawę i na tym zakończyłam leczenie grzybicy. Na więcej nie miałam już ani sił, ani pieniędzy. Natomiast w dalszym ciągu, systematycznie zwiększałam odporność, zażywałam min: Tran, Ecomer, Preventic i inne, których nie pamiętam, na koniec przez  około dwóch lat, Vilcacorę. Efekt bardzo dobra odporność.

W miedzy czasie choruje na dyskopatie i przechodzę trzy operacje kręgosłupa, co sprawia, ze zostałam zmuszona znaleźć znów lekarza na miejscu, gdyż bóle nie zezwalały mi na wycieczki do innego miasta. A tu powtórka z rozrywki.

Krytyka sposobu leczenia przez Pana prof. zmiana kwalifikacji choroby na – jelito drażliwe i zmiana sposobu leczenia. W krótkim czasie pogorszenie stanu zdrowia i powrót silnych buli brzucha. Znów wizyty, co 3 – 4 tygodnie po 100 zł, znów mimo skarg na nasilenie buli, brak diagnozy i zmiany leczenia. W międzyczasie na własną rękę robię diagnostykę u alergologa, wychodzi alergia pokarmowa, na jabłka, ziemniaki i truskawki, odstawiam.

Nasila się ból brzucha i wiąz niezmiennie trwa ból kręgosłupa, leżę wijąc się bólu. Chodzę w pól zgięta, cierpię podwójnie, niesamowicie. Nie wytrzymuję cierpienia, angażuje rodzinę i jedziemy ponownie do innego miasta w poszukiwaniu kolejnego gastrologa.

Tym razem na NFZ, dotychczasowe leczenie wytrzebiło portfel. Ponownie przechodzę diagnostykę, rezultat – stan zapalny całego układu pokarmowego – od przełyku do jelit – dodatkowo wrzody żołądka i uchyłki jelit. Pogorszenie na całej linii. Powinnam wytoczyć sprawę, lekarzowi z mojego miasta,ale mój stan zdrowia i brak pomocy, nie pozwala na takie  procedury. Ponownie włączamy do leczenia leki przeciwzapalne Asamach, Duspatalin retard, Duphalak, Colon C, Ulgix wzdęcia, probiotyki  i inne. Znów następuje poprawa. Tak wytrwałam jakiś czas, potem leki podawane na zaparcia, powodują jeszcze większe zaparcia. Duspatalin nie przynosi ulgi, zmieniamy na inny, ten jeszcze bardziej mnie zapiera, odstawiam.

Na własną rękę dołączam kwas masłowy, który z powodzeniem używają inni gastrolodzy, mój o nim nie słyszał.  Po pewnym czasie źle znoszę Asamach, odstawiamy. Mój organizm już nie toleruje leków. W między czasie zauważam, ze szkodzi mi nabiał. Po zjedzeniu chleba też miewam bóle, oczywiście zgłaszam to lekarzowi, jakby grochem o ścianę. To już czwarty lekarz, który nie chce mi zrobić nietolerancji pokarmowych, mimo ewidentnych objawów. Poprzedni twierdzili, że to na pewno nie jest nietolerancja i patrzyli jak na wariatkę, wróżąc z fusów, ale obecny odsyła mnie do alergologa ze swoją specjalnością, pewnie miał niezły ubaw. Wiem, ze inną pacjentkę położył na oddział i sam osobiście zrobił jej testy. No cóż świat jest mały, pewnie liczył na zadatek?

Znów okresowo pojawiają się bóle, jednak nie tak silne jak wcześniej. Tym razem diagnoza – zapalenie uchyłków. Włączamy leczenie, w planie rok czasu, antybiotykiem Xifaxan – cena 100 zł – 7 dni  w miesiącu. Po trzeciej dawce znów pełne objawy grzybicy pełno ustrojowej.

Objawy – język cały biały, w ustach susza i  powalający oddech, pot „pachnie” myszą, bóle brzucha, zakażenie grzybicą narządów rodnych, swędzenie odbytu, ogólne rozbicie, mdłości, bóle głowy. Zakażenie grzybicą od ust do odbytu. Na zgłaszane objawy lekarz twierdzi, że muszę dalej przyjmować antybiotyk. Na moje stanowcze nie, słyszę – nie mam już, czym panią leczyć, wykorzystaliśmy już wszystko. Z grzybicą nie robi nic !! nie robi badań i nie leczy.

Kolejna zmiana lekarza z nadzieją, ze może ten wie coś więcej, może pomoże. Lekarz z bardzo dobrymi opiniami. Pierwsze dwie wizyty przebiegły w atmosferze ostrej wymiany zdań, ale ostatecznie doktor panuje nad sobą i nie wyrzuca mnie z gabinetu. Dostaję leki:

Duspatalin retard, mimo informacji z mojej strony, ze nie dawał efektów a wprost przeciwnie

Fibraxine – zawiera substancje słodzącą (bardzo słodki) przy cukrzycy zabroniony i laktozę, którą odstawiłam, o czym poinformowałam. Wypijam 4 saszetki i odstawiam, skoki insuliny, silna ospałość i silne osłabienie,

Duphalac – zawiera laktulozę, laktozę i fruktozę – cholernie słodki, zażywałam wcześniej– zabroniony dla mnie – nie wykupuję, doktor nawet nie zapytał czy brałam,  o cukrzycy wiedział

Debutir – kwas masłowy, przynosi ulgę w bólu, dobrze toleruje.

Podsumowując, lekarze o chorobach nie wiedzą nic. Mają daną jednostkę chorobową, kilka leków do przepisania i na tym koniec. O powiązaniach z innymi jednostkami chorobowymi , nie mają pojęcia. Skutków ubocznych leków, też nie znają, o czym przekonałam się już niejednokrotnie, doświadczając pogorszenia zdrowia.

Żeby nie było, wszystkie leki na 100 %.

Mam dość walki z wiatrakami i igrania z moim zdrowiem. W swych poszukiwania i doświadczeniach doszłam do wniosku, że medycyna akademicka, to nie jest droga do zdrowia. Lekarzy medycyny nie obchodzi moje  samopoczucie, ich rolą jest wypisanie, często w ciemno, leku.  Skutek obojętny. Zdobywając wiedzę o moich chorobach oraz doświadczając częstych bóli z różnych organów ciała wraz z narastająca ilością chorób zrozumiałam, że jeśli sama o siebie nie zadbam, nikt tego za mnie nie zrobi. Zrozumiałam również jak ważna jest suplementacja, czyli uzupełnianie braków na tyle, aby organizm mógł się sam zregenerować. Organizm choruje bo czegoś mu brak  i  z pewnością nie jest to lek!!!

Od teraz zdecydowałam się odstawić całkowicie – gluten i nabiał.  Jestem już na diecie o niskim IG i ZERO CUKRU, po rozpoznaniu cukrzycy. To rozpoznanie ma wpływ na przyjmowane przeze mnie leki a jak pokazuje powyższy przykład, lekarz nie wiele, na ten temat wie.

Życiowa decyzja

Postanawiam  w dalszym ciągu zażywać  kwas masłowy oraz wprowadzić suplementację, między innymi preparatami DuoLife:

BolerisPro, ProSelect, Chlorofil, ProDeacid, ProStic, Kolagen, Procardiol, w różnej konfiguracji,  oraz  wypiłam dwa razy  DuoLife Dzień i Noc.

Po sześciu miesiącach zażywania mogę się pochwalić pewnymi  uzdrowieniami:

  • Samoistnie wyleczone dziąsło  (wprawia w zdumienie dentystę)
  • Zanik plamki żółtej na oku  (ślepota)
  • Zanik dwu torbieli na piersi  
  • Wyraźnie święcący guz nerki w USG, po 2 m-cach w TK z kontrastem – jest rozmyty i niewyraźny.
  • Wyraźnie podleczona grzybica układowa
  • Zlikwidowany przewlekły stan zapalny zatok ( leczony sterydami wiele lat bez efektu)
  • znaczna poprawa wyników wątrobowych oraz wyrównanie TSH
  • od 6 m-cy brak buli brzucha

Na potwierdzenie tych zjawisk  posiadam badania przed i po.

Moje pozostałe choroby

  1. od 12 lat ciągłe stany zapalne zatok czołowych i przynosowych, w tym samym czasie przez dwa lata nasilająca się astma i zwiększająca się dawka sterydów, którą sama pokonałam pozbywając się z domu królika angorki
  2. 14 lat  temu zdiagnozowano u mnie endometriozę i adenomiozę , cierpiałam od ok. 25 lat – przeszłam 3 operacje. Dwa lata temu wykryto torbiele na piersi ( obciążenie genetyczne)
  3. od 12 lat cierpię z powodu trzypoziomowej dyskopatii i zwyrodnień kręgosłupa – przeszłam 5 operacjiobecnie po dwu latach pięciopoziomowa dyskopatia, zdegenerowane stawy międzykręgowe, problemy z biodrami i kaletką biodrową.
  4. Siedem narkoz w czasie 5 lat i tu się zaczęły sypać, jak grzyby po deszczu, kolejne choroby. Po narkozie sypały się włosy i zęby, część dało się wyleczyć część już nie.
  5. Serce nie wytrzymało i dało o sobie znać wieńcówka stabilna, potem niestabilna plus migotanie przedsionków..
  6. Leczenie kręgosłupa lekami NLZP przyniosło polekową niewydolność nerek, ciągłe infekcje układu moczowego, w tym roku wykryto guz na nerce ( obciążenie genetyczne)
  7. Problemy z całym układem pokarmowym. Podniesione wyniki wątrobowe, powiększona i stłuszczona wątroba (pierwszy objaw insulinooporności), stan zapalny trzustki, ( nic dziwnego przy tak wysokiej insulinie).
  8. Od 10 lat hipoglikemia, lekceważona przez lekarzy, w tym roku sama zdiagnozowałam – insulinooporność, hipreinsulinemię i dwa stany przedcukrzycowe – cukrzyca typu 2.
  9. Doszły alergie pokarmowe na ziemniaki, jabłka i truskawki oraz nietolerancje pokarmowe na nabiał i gluten i orzechy
  10. Doszły  choroby tarczycy  – niedoczynność, hashimoto a w wyniku leczenia – nadczynność – obecnie wyrównana

Trzy razy dziennie po garści leków i coraz gorsze samopoczucie. Od lat poszukiwałam przyczyny złego samopoczucia. Pomyśleć, że kiedy miałam 20 lat, byłam  okazem zdrowia. Ciężko jest się pogodzić z ciągłą niedyspozycją, odmawianiem sobie wielu przyjemności  i brakiem możliwości utrzymania się. Nie ma nic gorszego, niż uzależnienie od innych osób w każdym aspekcie życia. To największa porażka dla człowieka.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *