Niedobór żelaza odpowiada również za brak odporności

Niedobór żelaza odpowiada również za brak odporności

Niedobór żelaza odpowiada również za brak odporności. Czytając dalej dowiesz się, co ma wspólnego  niedobór żelaza z przeciwciałami. Dość często zdarza się badaczom, że nic o sobie nawzajem nie wiedząc  dochodzą do tych samych odkryć. Tak właśnie było z dr. L. G. 0’Connellem z Dublina oraz dr  B. N. Nalderem i jego kolegami z USA. Pracowali nad zagadnieniem ciał odpornoś­ciowych, badając czy żelazo może pobudzać odporność na choroby i czy wpływa na budowę białych ciałek (limfocytów), będących głównym czynnikiem odporności na infekcje. Wyniki uzyskane przez nich niezależnie wykazały, że przeciw­ciała nie powstawały, gdy w żywności był nadmiar wapnia, cukru czy w ogóle słodyczy. Ale najbardziej hamująco działał niedobór żelaza. Stwierdzono, że niedostatek tego minerału daje fatalne skutki, gdy chodzi o produkcję przeciwciał.Odbija się bardziej niż np. na poziomie hemoglobiny czy zawartości żelaza w wątro­bie, krwi i innych organach.

Pierwszym jego objawem jest zawsze zmniejszona liczba przeciwciał. Często analizy wykazują, że żelazo jest „w normie”, a jednak nie gwarantuje to absolutnie, że jest go dostateczna ilość, tak, aby w krytycznej sytuacji mogła powstać wystarczająca liczba, przeciw­ciał, które nie dopuszczą do choroby. Z tego widać, jak trudno określić ile żelaza, komu trzeba i raczej należy się liczyć, że mamy go za mało. Badania przeprowadzone w Ameryce przez Public Health Service wykazały, że niedobór żelaza wśród ludności jest problemem numer jeden. Tak wśród dzieci, jak dorosłych i starców. Dotyczy on np. 58% dzieci 13 – miesięcznych, 86,5% – kobiet w ciąży itd. Jeszcze najlepiej wygląda sprawa mężczyzn po 60 roku życia, bo wśród nich tylko 36,8% miało poziom żelaza poniżej normy. Tłumaczy się to prostą sprawą: mężczyźni jadają więcej niż kobiety w tym wieku.

Żywieniowcy amerykańscy stwierdzają, że dostarczamy obecnie organizmowi zaledwie 1/3 tej ilości żelaza, jaka jest mu rzeczywiś­cie potrzebna, biorąc pod uwagę, że na ogół pełne zdrowie wy­maga więcej niż podają normy. Niektórzy z badaczy dowodzą, że dawniej, gdy gotowano w żeliwnych garnkach, sporo jonów tego pierwiastka przechodziło do żywności i ją w ten sposób wzbogaca­ło. Obecnie, gdy używamy garnków aluminiowych, w przyrządzo­nych potrawach nie ma jonów żelaza. Ale nie wszyscy się z tą tezą zgadzają, bo wiadomo przecież, że przyswajalne są tylko te makro i mikroelementy, które są pochodzenia organicznego. Nie organiczne, nie są na ogół przyswajane przez organizm. A po­nadto wiadomo, że zetknięcie się witaminy C z żelazem niszczy ją.

GDY ŻELAZA JEST ZA DUŻO

Czy może się tak zdarzyć, że będziemy mieć nadmiar żelaza w organizmie? Owszem, i to  bywa nierzadko. Na początku lutego 1981 r. w Gdyni zaobserwowano nadmiar żelaza w wodzie z wodociągów. Zdarza się, że i inne miasta mają okresowo bru­natną, pełną związków żelaza wodę. To prawda, że budzi ona wstręt, a nieraz wprost cuchnie, ale czy rzeczywiście jest szkodliwa? Nadmiar żelaza w organizmie może być szkodliwy (jak zresztą każdy nadmiar). Pisze o tym m. in. prof. dr hab. inż. Apolinary L. Kowal z Politechniki Wrocławskiej w swojej pracy Technologia wody ”. Ale w praktyce zdarza się to niesłychanie rzadko. Polska norma określa, że w wodzie wodociągowej może być do 0,5 mg żelaza na 1 l.

Taka ilość dla organizmu ludzkiego jest nieszkodliwa i nawet w gdyńskiej brunatnej wodzie nie było jej więcej. Ale osadzające się żelazo zmniejsza prześwity rur wodocią­gowych, a ponadto staje się problemem dla zakładów przemysło­wych, choćby np. pralni. Toteż „odżelazianie” wody jest prowa­dzone nie, ze względu na nadmiar żelaza dla organizmu ludzkiego, ale ze względów ekonomicznych. Jest jeszcze, inna sprawa. Ministerstwo Zdrowia podaje normę odnoszącą się do ogólnej zawartości żelaza w wodzie. A tymcza­sem pierwiastek ten występuje w różnej postaci. Jako trójwartościo­wy, rzeczywiście nie jest przyswajany, bo np. wodorotlenek żela­zowy (obojętny dla zdrowia) organizm wydala. Ale żelazo dwu- wartościowe (siarczan żelazawy) jest przyswajalne przez nasz orga­nizm.

CO JEŚĆ ?

Zacznijmy od sprawy kalorii. Otóż, najczęściej właśnie kobiety „dbające o linię” cierpią na niedobór żelaza. Bo przy 1500 do 2000 kalorii, żywność dostarcza na pewno zbyt mało tego pier­wiastka (ok. 10 mg) . Bywa, że głównym pożywieniem , nie tylko zresztą odchudzających się pań, są: mleko, jogurt, kefir, owoce, ser biały i w ogóle nabiał, czyli bardzo ubogie źródła żelaza. Owszem, żółtka jaj zawierają je, ale przypomnijmy słabo przyswajalne. Toteż „mądry człowiek” stara się równocześnie do­starczyć organizmowi pewną ilość jakiegoś produktu bogatego w witaminę C, aby żelazo z żółtka uczynić podwójnie przyswajalnym. Może to być zielenina, np. natka, koperek, może być sok pomarań­czowy, lemoniada z cytryną, konfitura z owoców róży na deser.

Zresztą niektórzy badacze twierdzą, że to nie żelazo żółtka jest źle przyswajalne, tylko że obniża ono przyswajanie tego minerału z innych produktów. A swoją drogą przypomnieć warto, że zgodnie z licznymi badaniami, dopiero 500 mg wita­miny C jest optymalną dawką, która wzmaga przyswajanie żelaza. Na ogół mięso, ryby, drób to niezłe źródła żelaza, nie tyle z powodu „zawrotnej” zawartości, ale bogactwa białka, które ułatwia jego przyswajanie i użytkowanie. Bardzo dobrym źródłem tego składnika są tzw. podroby, np. ozór i wątroba. Fasola i groch, a także kiełki pszenicy dostarczają go też w sporych ilościach. Wielu żywieniowców twierdzi, że kobiety, które prowadząc sie­dzący tryb życia, nie jadają dużo, bo nie chcą utyć, powinny po prostu zażywać, według wskazań lekarza, żelazo, jako lek. Może być w pigułkach, byle pochodzenia organicznego, czyli takie samo jak występujące w żywności.

 BOGATE ŹRÓDŁA ŻELAZA  

Bogatym źródłem jest melasa, produkt uboczny przy wytwarza­niu cukru (zasobny również w magnez). Jedna jej łyżka, czyli ok. 15 g, zawiera 3,2 mg żelaza. 100 mg cielęcej wątroby po ugoto­waniu dostarcza 12 mg , a wołowej 7 mg. Niektóre złoża soli z kopalni Wieliczka zawierają ok. 450 mg żelaza w 1 kg. Tak więc w ilości soli, która jest zwykle dodawana do pożywie­nia (ok. 10 g) zawarła jest połowa dziennego zapotrzebowania dorosłego mężczyzny. Sól ta mogłaby mieć zastosowanie w zapo­bieganiu niedokrwistości z niedoboru żelaza, która wg WHO występuje u ok. 20% ludzkości. Sporo tego minerału dostarczyć może sok ze śliwek i suszone morele, a także orzechy, nasiona dyni czy słonecznika i rodzynki. W końcu trzeba wymienić kiełki pszeni­cy, które dostarczają ok. 3 mg żelaza w porcji, czyli w ok. 30 g. Bardzo ważny też jest razowy chleb z pełnego przemiału ziarna oraz otręby. Ale o chlebie będzie za chwilę.

Z produktów zbożowych i z warzyw przyswaja się ok. 5% żela­za; z produktów zwierzęcych, jak: ozór, wątroba, wołowina, ryby 15 do 20%. Gdy jada się równocześnie produkty roślinne ze zwie­rzęcymi, to przyswajalność żelaza z produktów roślinnych wzrasta ok. trzykrotnie. Doskonałość wątróbki należy specjalnie podkreślić, gdyż nie tylko ona sama jest bogatym źródłem żelaza łatwo przyswajalnego, ale i podnosi znacznie przyswajalność tego minerału z jarzyn (cebula!) i innych produktów pochodzenia roślinnego, choćby z chleba  razowego, kasz, zielenin, surówek, jeśli je jemy równocze­śnie. Do takiego wniosku, po wielu klinicznych badaniach doszedł dr Miguel Layrisse i jego trzej koledzy z wenezuelskiego Instytutu Badań Naukowych. Istnieją, więc trzy najważniejsze drogi do zaspokojenia potrzeb naszego organizmu w zakresie żelaza:

  • Trzeba jeść żywność naturalną, niepoddawaną procesom technologicznym, poprawiającym jej wygląd i ewentualnie smak.
  • Trzeba jadać to, co jest obfitym źródłem żelaza,
  • Trzeba pamiętać o witaminie C, która te źródła nie tylko wzbo­gaca, ale czyni bardziej przyswajalnymi.

NIEZASTĄPIONY CIEMNY CHLEB

Było to pod koniec 1941 r. w Stanach Zjednoczonych, które 7.XII.1941 r. przystąpiły do wojny. Narodowa Konferencja Żywie­niowa dla spraw Obrony (National Nutrition Conference of Defense) powzięła dalekosiężną decyzję. Postanowiono, bowiem, że trzeba wzbogacać chleb i mąkę w żelazo, aby zapobiec anemii wśród oby­wateli amerykańskich, jako że „wojna nie znosi ludzi zmęczonych”, a zmęczenie jest pierwszym objawem niedoboru żelaza i wywołanej nim anemii. Mąka i pieczywo amerykańskie, jak wiadomo są białe, bo od lat cały tamtejszy przemysł spożywczy wraz z młynami jest nastawiony na produkcję czystej mączki (niemal samej skrobi); reszta tzn. najwartościowsza część ziarna jest odrzucana. 1 kg mąki razowej z pełnego ziarna pszenicy zawiera ok. 30 mg żelaza, 1 kg mąki z „oczyszczonego ziarna” – 8,2 mg, a 1 kg „mąki wzbogaconej” miał zawierać ok. 26 mg żelaza.

30 stanów w USA podjęło apel Konferencji i przystąpiło do akcji, mającej na celu dostarczenie ludności więcej żelaza w pieczywie i innych wyro­bach mącznych. W latach 1968-1970 podjęto w 10 stanach na wielką skalę bada­nia wyników tej akcji. Przebadano dokładnie 30 tysięcy rodzin, które jadały tylko wzbogacany chleb i wzbogacaną mąkę, bo po prostu innych w ich miejscach zamieszkania nie było. U wszystkich stwierdzono niski poziom żelaza i niedobory tego minerału w orga­nizmie. Wzbogacanie żelazem produktów zbożowych jest kosztowne, a prawdę mówiąc korzyści nie dało. Dlaczego? Bo jak już wiemy żelazo, które dodawano do chleba, makaronów, klu­sek, spaghetti i mąki, jest w minimalnym procencie przyswajalne przez organizm.

A więc 30 lat tych zabiegów poszło na marne. Ponieważ chleb jada się codziennie, więc żywieniowcy doszli do słusznego wniosku, że pieczywo razowe jest doskonałym źród­łem żelaza. Namawiają gorąco do spożywania chleba z pełnego przemiału ziarna, zawierającego całe bogactwo składników mineral­nych. Wpływają one na to, że chleb jest zdrowszy, a ponadto łat­wiej daje się przechowywać. Wieloletnie doświadczenia dowodzą, że niektóre gatunki chleba, zwłaszcza białego, ulegają zepsuciu jeszcze przed wyschnięciem, a inne wysychają i dalej są smaczne. Okazuje się (co zresztą udało się zweryfikować Zespołowi Ekologii Profilaktycznej w Krakowie na wyrobach firmy „Wawel”), że doda­nie do ciasta naturalnej soli mineralnej z kopalni w Kłodawie wielo­krotnie przedłuża stan świeżości pieczywa.

ZDROWE ZIELONE

Pewna kobieta po operacji przez długie lata nie mogła wyleczyć się z anemii. Dopiero zjadanie codziennie pęczka natki pietruszki już po 2 tygodniach dało poprawę, a po kilku dalszych, wprost zdumiewający rezultat. Chorobowy stan 2,5 miliona czerwonych ciałek krwi po „kuracji natką” osiągnął 4,5 milionów, czyli normę. Przypomnijmy, że natka ma „tylko” 5 mg żelaza w 100 g, (szczypiorek – 7 mg%), ale zawiera też 180 mg witaminy C, a ta przecież ułatwia przyswajanie żelaza także i z innych produktów. Bogactwem witamin i soli mineralnych poprawia też apetyt, co dało w efekcie taki właśnie wspaniały wynik. Inna historyjka dotyczy pokrzyw, tych parzących, powszechnie znanych: i tej o większych liściach, i tej z drobnymi listkami.

Z interesujących nas składników obie zawierają: lecytynę, kilka enzymów (oksydaza, peroksydaza i chlorofilaza), kwasy organiczne, a wśród nich kwas mrówkowy, ponadto 15 do 19% soli mineralnych, czyli bardzo dużo. Wśród tych soli są m. in. związki krzemu, żelaza, potasu, wapnia i min. z witamin pokrzywa zawiera: A, C i K. Poza tym 5-7,5% chloro­filu, a także nie tak dawno odkrytą roślinną sekretynę, pobudzają­cą czynności wydzielnicze żołądka, trzustki, wątroby i jelit oraz ru­chowe czynności przewodu pokarmowego. Może, dlatego właśnie medycyna ludowa od wieków przypisywała pokrzywie nadzwyczajne właściwości, jak zwiększanie ilości krwi, a raczej hemoglobiny w krwinkach, oraz liczby i wielkości krwinek.

Badania klinicz­ne dowiodły także, że pod tym właśnie względem pokrzywa nie ustępuje syntetycznym preparatom żelaza i doskonale leczy anemię. Każda gospodyni wiejska wie, że dodatek suszonych pokrzyw do karmy kur podnosi zimą ich nieśność. Wprawdzie my możemy suszoną pokrzywę popijać w formie herbatki (bywa taka paczkowana w Herbapolu), ale nie tylko medycyna ludowa, lecz i doświadczeni zielarze polecają kurację, polegającą na piciu świeżego soku, wyciś­niętego z liści i łodyg młodych roślin, zerwanych przed kwitnie­niem. Myje się je bardzo starannie, następnie przepuszcza przez sokowirówkę albo miksuje z małym dodatkiem wody i odcedza sok. Pije się go po 3 łyżki dziennie. Jest bardzo niesmaczny, ale skutecz­ny. Lepszy jest z dodatkiem miodu. Można zrobić zapas na kilka dni i przechowywać w lodówce.

Produkty o największej zawartości żelaza w mg,  dane wg H. C. Shermana:

  • drożdże piwne – 18,2
  • żółtko – 7,2
  • nerki – 7
  • wątroba – 6,6
  • melasa – 6
  • drożdże piekarskie – 4,9
  • serce – 4,6
  • płatki owsiane – 4,5
  • śliwki suszone – 3,9
  • przenica – 3,3
  • rodzynki – 3,3
  • szpinak – 3,0
  • wołowina chuda – 2,9
  • daktyle suszone – 2,1
  • wieprzowina – 2,0

Żródło: Prof. J. Aleksandrowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *