Śmiertelne metale – rtęć, kadm, ołów, beryl i arsen.

Śmiertelne metale - rtęć, kadm, ołów, beryl i arsen.

Śmiertelne metale – rtęć, kadm, ołów, beryl i arsen. Jest ich kilka, ale nie wszystkie zostały dobrze poznane. Trzeba przy tym pamietać, że niektóre z już opisanych jako „pożyteczne” po przedawkowaniu są przecież trucizną. Choćby tak cenny dla zdrowia i równocześnie niebezpieczny selen. Nieco podobny pod tym względem jest arsen.

Arsen

Już w starożytności był znany i jako lek i jako trucizna. Do dziś używa się go nieraz w lecznictwie. Działa wzmacniająco, przeciw anemii i na apetyt.

Przeciętnie arsenu w glebie jest od 1 ppm do 40 ppm, ale bywa o wiele więcej, gdy jego związkami spryskuje się sady, czy plantacje. Jeśli zawartość ta w glebie, pożywieniu itp. przekroczy pewną granicę, zbliży się do dawek trujących. Rośnie wówczas liczba zgonów wywołanych rakiem krtani, oczu oraz białaczką szpikową (według Berga i Burbanka).

Ale arsen jest również dobrą odtrutką w wypadkach, gdy np. świnie, psy, bydło i drób zatrują się nadmiernymi dawkami selenu. A w doświadczeniach przeprowadzanych na myszach udało się zmniejszyć ich zapadalność na nowotwory właśnie odpowiednimi dawkami arsenu.

W organizmie człowieka (głównie we włosach i paznokciach) jest 15 do 20 mg arsenu. Najbogatszym jego źródłem w pożywieniu są jadalne skorupiaki (langusły, homary, krewetki, kryle itp.) oraz niektóre ryby morskie.

Kadm

Został on uznany za bardzo niebezpieczny pierwiastek. A zaczęło się wszystko w małej japońskiej miejscowości, połóżonej nad morzem, niedaleko rafinerii nafty. Spożywano tam ryż, który jak się okazało był zatruwany wodą zanieczyszczoną związkami kadmu, pochodzącymi właśnie z tej rafinerii. Mieszkańcy odczuwali nieznośne bóle w mięśniach, obserwowano samoistne łamanie się kości (bo kadm wypłukuje wapń), deformacje szkieletu, uszkodzenia płuc, nerek i innych narządów. Nadmiarem kadmu mogą być spowodowane wreszcie wszystkie postacie nowotworów. Niektórzy badacze wiążą np. rakotwórczy wpływ nikotyny z obecnością tego pierwiastka w tytoniu i dymie.

Ilość pobranego z pożywieniem roślinnym i zwierzęcym kadmu wynosi dziennie ok. 48 mg. I tyle też zostaje wydalone z kałem i moczem. Najwięcej jest go w naszej wątrobie i nerkach, a odrobina we krwi 17mg. Niestety, im bardziej uprzemysłowiony kraj, tym większe może być stężenie tego pierwiastka w glebie.

Dowiedziono na szczurach, że przyswajalność kadmu można zmniejszyć, podając im selen. Jest on odtrutką także w stosunku do rtęci i innych metali. Ale poziom selenu w glebie obniżają związki siarkowe i znowu, kadm staje się niebezpieczny.

W otaczającym nas środowisku przebiegają ustawiczne zmiany zawartości składników, powodując zmiany funkcyjne w razie nadmiaru lub niedoboru któregoś z nich. Nadmierna dawka mikroelementów może wpłynąć na naszą przemianę materii. Na przykład, nadmiar kadmu powyżej średniej dziennej (przyjętej na 50 mcg) może naruszyć metabolizm soli, żelaza, wapnia, cynku, magnezu i miedzi. Między kadmem a żelazem występują antagonizmy. Stąd wyniki badań geochemicznych pomagają w prognostycznym interpretowaniu wartości odżywczych żywności.

Beryl

Obecność jego wiąże się też z uprzemysłowieniem i tym najnowocześniejszym, bo atomowym. Otóż w zakładach o dużych źródłach energii atomowej (beryl służy jako źródło neutronów w stosach atomowych), w fabrykach i kopalniach, gdzie stężenie tego pierwiastka dochodzi do 0,01 mg na 1 m3 powietrza, już można spotkać objawy zatrucia. Są one trojakiego rodzaju:

1 – tzw. gorączka odlewników, przemijająca po upływie 24 do 48 godz.;

2 – toksyczne zapalenie płuc, występujące po upływie nawet kilku lat;

3 – przewlekłe zatrucie, zwane beryliozą lub przemysłową sarkoidozą płuc.

Statystyka wykazuje, że na 100 takich zatruć bywa 10 śmiertelnych wypadków. („Medical Tribune” 1941.) Pierwszy zdarzył się już ok. 1930 r., ale wtedy w 1m3 powietrza było 25 mg berylu.

Beryl należy do tych nieradioaktywnych pierwiastków, których zużycie wzrosło w ostatnich 20 latach o ok. 500%, podczas gdy np. baru o 78%, chromu o 50%, miedzi o 30%, manganu o 45%, niklu o 70%, a cynku o 44 %.

Ogromny skok w zapotrzebowaniu przemysłu na ten składnik niepokoi lekarzy i żywieniowców, tym bardziej, że beryl jest wciąż używany w silnikach rakietowych, nie tylko tych używanych do badań atmosferycznych, ale i do celów wojskowych. Wiadomo, że rakiety atmosferyczne zużywają rocznie kilka ton berylu, ale ile zużywają rakiety typu wojskowego?

Śmiertelne metale – rtęć, kadm, ołów, beryl i arsen.

Beryl — rzadki pierwiastek na naszej planecie ma sporo cennych zalet. Jest bardzo lekki (od żelaza 4,5 raza lżejszy), a bombardowany cząsteczkami alfa staje się wydajnym źródłem neutronów. Preparatów radu i berylu używał E. Fermi w doświadczeniach, dzięki którym powstał pierwszy reaktor.

Przez długie lata berylem razem z cynkiem wypełniano kolorowe lampy uliczne o fluoryzującym świetle, które zresztą okazało się szkodliwe. Beryl nie rdzewieje i jeszcze ogromna zaleta: proszek berylowy używany w mieszankach do rakiet na paliwo stałe, w czasie spalania wytwarza wielkie ilości energii.

Ale wystarcza jedna wada berylu, która przeważa wszystkie jego zalety: jest on trujący i to nawet w minimalnych ilościach. Przy tym bardziej daje się we znaki kobietom niż mężczyznom, choć i ich w końcu niszczy.

Badania przeprowadzane na kurach, dowiodły, że beryl zatruwa je całkowicie. Jeśli już coś się wykluło z „zatrutych” jaj, były to potworki z rozmaitymi zniekształceniami. A kury „zaberylowane” znosiły jaj więcej niż normalnie, jak gdyby w ten sposób chciały się pozbyć trucizny.

Ołów

Badania gleby, wody i składu chemicznego roślin zebranych wokół tzw. domów rakowych, tzn. mieszkań, gdzie wyjątkowo liczne były przypadki nowotworów, dowiodły, że zawierają one ołów. Przy tym domy te były położone nie dalej niż 500 m od autostrad. Wiadomo, że rakotwórcze są benzopireny oraz pyły ze startych opon samochodowych, ale i ołów stwarza warunki do powstawania choroby nowotworowej. Tam, gdzie stwierdzono większe jego stężenie w wodzie i biosferze, zaobserwowano też wyższe wskaźniki śmiertelności z powodu nowotworów nerek, żołądka i jajników, a także białaczek i mięsaków limfatycznych. U zwierząt doświadczalnych wywołuje on raka nerek i uszkodzenia układu krwiotwórczego.

Zatrucie ołowiem powoduje wzrost poziomu wapnia i zmniejszenie poziomu magnezu. Czyli, zwiększając dawkę magnezu, można zmniejszyć toksyczność ołowiu i ułatwić jego wydalanie z ustroju. Dwuwartościowy magnez zmniejsza również hemolizę spowodowaną ołowiem, co nieraz wykorzystuje medycyna.

Ołów już przez starożytnych uważany był za przyczynę chorób umysłowych. Dziś dużą odpowiedzialnością za zaburzenia psychiczne spowodowane ołowiem obarcza się samochody. W wielkich miastach, w wąskich kanionach między wieżowcami spaliny tworzą atmosferę zatrutą gazami i pyłem, a tym powietrzem oddychają przecież ludzie.

Zaobserwowano np. opóźnienie rozwoju psychicznego dzieci żyjących w atmosferze zatrutej spalinami samochodowymi, a więc w środowisku zanieczyszczonym ołowiem. Stwierdza się u nich nadmierną pobudliwość, a jednocześnie otępienie, zachowanie agresywne i mniejsze zainteresowanie zabawą, niż normalnie. W 25% przypadków u dzieci, u których wystąpiła encefalopatia, zauważono zaburzenia w odbieraniu wrażeń i niskie wyniki testu na inteligencję (według Berga i Zapella). Lin-Fu, w oparciu o obserwacje poczynione w Chicago, obliczył, że w okresie od 6 miesięcy do 10 lat po zatruciu ołowiem u 59% dzieci wystąpiły objawy encefalopatii, a u 38% zahamowania rozwoju psychicznego.

Uszkodzenie mózgu

Tego typu wyniki prac naukowych można by cytować w nieskończoność. Ołów bezsprzecznie powoduje uszkodzenia mózgu, przy czym najbardziej cierpią dzieci i ta część mieszkańców, których nie stać na ucieczkę z miast na świeże powietrze, którzy mieszkają w slumsach, przy szosach i są wobec spalin bezbronni. Ale też nic dziwnego, że właśnie wśród nich rodzi się tyle agresji, brutalności, zbrodni.

Tymczasem można by ustrzec się przed ołowiem, usuwając jego związki przede wszystkim z benzyny (4-etylen ołowiu), a także z farb, z rur, którymi przepływa woda, z naczyń, (np. ceramika bywa pokryta glazurą ołowianą a do porcelany dodaje się niekiedy w czasie produkcji ołów i kadm), ze stabilizatorów używanych przy utwardzaniu plastyków itd. Wciąż jeszcze za mało się docenia groźbę, jaką stwarza ten pierwiastek. Nieskażona gleba ma go ok. 15 ppm. Próbki pyłu pobranego z szos i autostrad wykazały, że może go być od 1000 do 6000 ppm, a w niektórych wypadkach nawet do 50 000 ppml

Kto mieszka przy ruchliwej szosie powinien profilaktycznie bardzo dbać, aby dzieci (przyda się i dorosłym) miały w pożywieniu dość magnezu, żelaza, wapnia, cynku oraz witamin.

Światową produkcję ołowiu oblicza się obecnie na ok. 3,3 min ton rocznie, z czego ponad ćwierć miliona ton dostaję się do atmosfery w postaci gazów spalinowych. 98% ołowiu, znajdującego się w powietrzu, pochodzi z motoryzacji i powoli nasza atmosfera nim nasiąka. Badano kości Indian z Południowej Ameryki, liczące sobie 1600 lat i porównywano je z kośćmi zmarłych w ostatnich latach Amerykanów i Anglików. Okazuje się, że w kośćcu współcześnie żyjących jest 700 do 1200 razy więcej ołowiu niż w kościach dawnych mieszkańców globu.

Ołowica

Bo jakie są objawy ołowicy? Początkowo trudne do wykrycia, bo pojawiają się: pogorszenie ogólnego samopoczucia, obstrukcja, nudności, bezpłodność, dolegliwości sercowe itp. Dopiero później zaobserwować można kolkę jelitową, zwaną też ołowiową, ołowiczą obwódkę niebieskoczarną na dziąsłach, bladoszare zabarwienie skóry, niedokrwistość i w końcu uszkodzenia nerwów i mózgu.

Do tej pory lekarze nie są zgodni, jaka dawka ołowiu jest groźna dla zdrowia. Na ogół określa się, że 35 mg tego metalu na 100 ml krwi może już wywołać zmiany funkcjonalne w centralnym systemie nerwowym, choć właśnie ta ilość uchodziła dotąd za nieszkodliwą. Szczególnie dzieci fatalnie reagują na zatrucia, nawet w niewielkich dawkach. Ale… reakcje bywają rozmaite. Indywidualna tolerancja też jest różna. Może i poziom magnezu w organizmie oraz magnezu dostarczanego z zewnątrz razem z wodą i pożywieniem też odgrywa tu pewną rolę. Niemniej w końcu ołów i tak daje znać o sobie.

Akumulatory

Oto przykłady z „własnego podwórka”. Na akumulatory z poznańskiej „Centry” czeka cała zmotoryzowana Polska. A jak akumulatory, to wiadomo — ołów. Opary topionego metalu łatwo przedostają się do powietrza. Ołów jest ciężki, więc jego pyły osiadają na wszystkim: na maszynach, na odzieży ochronnej, butelce z wodą mineralną, na rękach. Młyny do ołowiu, z którego powstaje specjalna pasła do wypełniania akumulatorowych płytek, są z założenia hermetyczne, a jednak czasem zdarzają się awarie. Wentylatory w halach też bez przerwy pracują. A jednak mało kto chce pracować w „Centrze”. Wciąż brak tu ludzi, choć czas pracy wynosi tylko 6 godzin dziennie a płace są wyjątkowo wysokie.

Kiedyś ołowica była co najwyżej chorobą emerytów, którzy przepracowali w „Centrze” 15-20 lat. Dlaczego? Otóż, zatrudnieni tu byli głównie chłoporobotnicy, którzy po pracy w fabryce wracali na wieś, gdzie ołowiu w powietrzu nie było. Dziś ludzie ci mieszkają w centrum miasta, gdzie ołów z samochodów też zatruwa powietrze. A ponadto akumulatorów potrzeba coraz więcej, produkcja musi wciąż rosnąć. Może dba się o rozwój tego przemysłu bardziej, niż o zdrowie ludzi?

Tyle się mówi o wodzie twardej i miękkiej, a tu znów trzeba do tego problemu wrócić. Otóż, na ryby w wodzie miękkiej ołów działa toksycznie już przy ilości 10 ppm, a w wodzie twardej dopiero przy ponad 400 ppm.

Różne rośliny różnie absorbują ten pierwiastek. Na przykład, brusznice i borówki zebrane z lasu, znajdującego się nawet 25 km od ruchliwych autostrad, zawierają ok. 40 mg ołowiu w 1 kg owoców (norma = 2 mg). Wielokrotnie większą chłonność ołowiu ma korzeń fiołka, liście dzikiego bzu oraz mchy i porosty. Ołów wypiera magnez z liści i wywołuje w nich chlorozę (żółknięcie). Na temat wpływu magnezu na przyrodę, zwierzęta i na człowieka napisano już tomy a wciąż ukazują się nowe i nowe prace.

Rtęć

Jest ona naturalną składową niektórych skał, wody, gleby oraz powietrza. Mimo to trudno nazwać ją „metalem życia”, a raczej zasługuje na nazwę „metalu śmierci”. Już w I w.n.e. Pliniusz Starszy określił ją jako „największą ze wszystkich trucizn”, a przed ok. 400 laty Paracelsus stwierdził: „chorób spowodowanych przez żywe srebro (rtęć) nie sposób policzyć”.

Rtęć kumuluje się powoli w organizmie zwierząt jak i ludzi. Na przykład, w wielu punktach Łaby stężenie jej, jak i zresztą innych trujących substancji, bywa niższe od dopuszczonych przez Międzynarodową Organizację Zdrowia, ale żyjące w wodzie stworzenia mają tych „trucizn” w sobie nieraz ogromne ładunki.

Znana była przecież afera węgorzowa. Otóż w 1981 r. rybacy z Hamburga, Dolnej Saksonii i Szlezwiku-Holsztynu zorganizowali demonstrację (do której przyłączyło się ok. 50 tys. ludzi) i zablokowali kutrami ujście rzeki koło Hamburga, gdyż zabroniono im pod karą wysokiej grzywny sprzedawania węgorzy łowionych w Łabie. Ryby te bowiem, jak się okazało, miały aż tysiąckrotnie większe ilości rtęci w mięśniach od dopuszczalnych. I rybakom groziło bezrobocie.

Rtęć potrafi dawać o sobie znać także i w następnych pokoleniach. Ekolodzy uważają, że zagłada dzikich ptaków żyjących nad Łabą również jest spowodowana zatruciem jej wód. Związki rtęci są absorbowane powoli, ale dokładnie i osadzają się w mięśniach, nerkach, systemie nerwowym i mózgu. Ale najsilniej atakują płód, powodując nierzadko dziedziczne obciążenia.

Ponad 450 wypadków śmiertelnych zanotowano w Iraku w 1972 r. po zjedzeniu chleba z zatrutej rtęcią mąki. W 1980 r. stwierdzono objawy zatrucia u 1600 argentyńskich niemowląt, którym zdezynfekowano pieluszki preparatem zawierającym rtęć.

Śmiertelne metale – rtęć, kadm, ołów, beryl i arsen.

Rtęć czysta, występująca w pierwotnej postaci, nie jest tak groźna, jak jej pary oraz związki organiczne, powstające w wodzie pod wpływem działania mikroorganizmów. To właśnie one są absorbowane przez cały łańcuch żywych organizmów, aż dochodzi do „węgorzy w Hamburgu” i wreszcie do ludzi. Nie darmo nasze babcie wpadały w przerażenie, gdy stłukł się termometr i „żywe srebro” turlało się po podłodze, rozdzielając się na coraz to mniejsze kuleczki. Już wtedy wiedziano, jak bardzo rtęć jest trująca, choć przecież jeszcze nie skażała rzek.

Rtęć z organizmu człowieka jest wydalana bardzo powoli. Zdąży więc, uszkodzić mózg, wzrok, smak i dotyk, a także psychikę. Wprawdzie w 1981 r. w RFN wprowadzono nową ustawę, która groziła bardzo wysokimi karami za spuszczanie ścieków do rzek, a jej celem było nakłonienie właścicieli przedsiębiorstw do budowy oczyszczalni, ale procedura wykonawcza została tak urobiona przez bonzów przemysłu i ich wiernych radców prawnych, że opłaca się dalej płacić stosunkowo niskie grzywny niż budować nowoczesne oczyszczalnie.

To też rzeki w tym kraju coraz bardziej przypominają ścieki czy kanały kloaczne wypełnione spienioną bryją. Bijmy się w piersi: bo czyż my takich rzek i rzeczek nie mamy?! Przede wszystkim stwierdzono dużą zawartość rtęci we włosach i we krwi osób, które odżywiają się stale rybami pochodzącymi z Bałtyku oraz z wód oblewających uprzemysłowione wybrzeże Kanady i USA. I znowu przypomnijmy, że selen ratuje w takich wypadkach. Odtruwa. Dowiodły tego tuńczyki, zawierające ogromne ilości rtęci. Ponieważ jednak miały też dużo selenu, nie zatruły ani siebie, ani spożywających ich mięso ludzi.

Konserwy rybne

Już wiele państw ustanowiło normy, określające najwyższy dopuszczalny poziom rtęci w żywności, w tym także w rybach oraz ich przetworach. Polskie badania dowiodły, że nasze konserwy rybne zawierają ten składnik, ale w minimalnych ilościach, mniejszych od najniższych norm przyjętych na świecie. Badania przeprowadzono w instytucie Technologii Żywności Pochodzenia Morskiego Akademii Rolniczej w Szczecinie.

Norma w USA i Anglii wynosi 0,5 mg rtęci na 1 kg żywności, we Włoszech i Francji 0,7 mg/ kg, w Szwecji, Finlandii i Japonii 1 mg/ kg, a w Norwegii — 1,5 mg/ kg.

U nas — uważa się, że zawartość ponad 0,5 mg rtęci w 1 kg żywności już jest niedopuszczalna. Badano 121 partii konserw rybnych w 5 asortymentach; przeciętnie było w puszkach 0,2 mg rtęci na 1 kg zawartości. Jako przykład podajmy, że najmniej rtęci zawierał „Sledź po gdańsku” w oleju, bo 0,07 ± 0,02 mg/kg. Czyli polskie ryby w puszkach możemy spokojnie spożywać.

Świat zrobił się nagle bardzo mały. Już śniegi na szczytach niedostępnych gór w Himalajach okazały się skażone pyłami cywilizacji. O czystą wodę coraz trudniej, nie tylko w głębi lądów, ale i w morzach, i oceanach. Hasła ochrony środowiska nie mogą być tylko hasłami, jeśli człowiek ma przetrwać na tej planecie.

Żródło: Prof. J. Aleksandrowicz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *